„Biegnę bo chcę …”

13 października 2018 r. o Jacek Wójtowicz już po raz drugi wziął udział w Biegu Górskim Łemkowyna. Tym razem na 70 km z Chyrowej do Komańczy w Beskidzie Niskim. Przed startem udzielił krótkiego wywiadu ŁUT TV. Zobaczcie sami.

I fakt, dokonało się. Zajęło mi to 10 godzin i 40 min. Na mecie niestety już nie doszło do kolejnego wywiadu, ale to normalne byli ważniejsi uczestnicy tej fajnej biegowej imprezy. 

Dziękuję tym naszym parafianom, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem, którzy dopingowali mnie w na 20 km w Iwoniczu Zdroju. Byłem bardzo zaskoczony, ale nie zdajecie sobie sprawy jak daje to dużego „KOPA”.

Wielu ludzi wciąż mi jednak zadaje pytanie po co to robisz? Co chcesz udowodnić sobie i innym?. Przecież  ultramaratony wymagają już specjalnego przygotowania? Tyle wyrzeczeń?

Odpowiadam zawsze krótko: Dzięki temu żyję, rozwijam się i jak niewiele w życiu potrzeba aby zdobywać ludzi dla Chrystusa.

Żyję – bo jeszcze 2012 r. ważyłem 100 kilo. Za tym poszła lawina innych niedogodności życiowych. Wycofywanie się z życia, zamykanie się na ludzi ,brak radości z tego co robię. Jednym słowem prawie depresja.  A do tego doszło jeszcze pełnienie odpowiedzialnej  funkcji ekonoma krakowskiego klasztoru.  Stało się tak, że wstawanie z łóżka było wielką tragedią z powodu bólu kręgosłupa. Lekarz powiedział jedno: po co cię będę rehabilitował, schudnij a zobaczysz, że wszystko wróci do normy. Podjąłem trudną walkę o znalezienie motywacji choć mogłem się skazać na powolne wyłączanie się ze świata za murami klasztoru. Dopiero mój tato nagadał mi, że dość, iż nie mam już żony to nie chce mieć syna kaleki, który to robi na swoje własne życzenie.  Teraz to doceniam jak mężczyzna powie odpowiednio mężczyźnie.  

Udało się. na wiosnę 2012 roku startuję w pierwszym półmaratonie pod Krakowem. Mój pierwszy medal z zieloną szarfą co podpowiedziało mi – jest nadzieja.

A już po wakacjach tego samego roku startuję w Maratonie Warszawskim gdzie meta znajdowała się na Stadionie Narodowym. /foto u samej góry/ Mój pierwszy maraton, a do tej pory jest ponad 10, nie licząc już innych biegów jak półmaratonów i innych  krótszych dystansów.

A co z wagą?  Straciłem 30 kilo. Bóle kręgosłupa ustały. Żyję.

Rozwijam się i zdobywam ludzi dla Chrystusa . Stałem się jeszcze bardziej ciekawy świata, jego problemów ludzie też bardziej bliżsi. Widząc nas franciszkanów na zawodach niejednokrotnie podchodzili chcąc zagadać myśląc że będziemy biegać w habitach. Ale zauważyłem, że jest fajna okazja do takiego właśnie ewangelizowania. Wielu z nich po krótkich rozmowach prosiło o spowiedź, kontakty. 

Bóg kocha szalonych. Tak w wierze jest to potrzebne. To pewien rodzaj ryzyka, odwagi. Bo gdzie dziś spotkasz ludzi dla Chrystusa, na pewno nie w kościele. Oni będą na zewnątrz. A więc zacząłem szaleć. Runmageddon to kolejne moje wyzwanie. 6 km i 30 przeszkód nie byle jakich, niejednokrotnie zanurzony w błocie i lodowatej wodzie. I doświadczyłem jednego, że tylko w trudnych sytuacjach można poznać prawdziwego człowieka. Wzajemna pomoc, wobec nieznajomego, który obok sam trudzi się, aby pokonać przeszkodę i nie pytając się podaje ci rękę. 

To wszystko pchnęło mnie do podjęcia kolejnych wyzwań związanych z tym kim jestem. Zostałem liderem Ekstremalnej Drogi Krzyżowej pierw w Jaśle, a obecnie w Krośnie.  Ponad to od ponad roku w Krośnie i Sanoku działa Męska Strona Rzeczywistości. Wspólnota mężczyzn pogłębiający swoją tożsamość rozwijając w sobie siłę, mądrość opartą na Ewangelii, odpowiedzialność i honor.

I tak patrząc na to wszystko z perspektywy ostatnich lat jeszcze jedno wyzwanie podjąłem właśnie dzięki bieganiu, które wykuwa hard ducha samozaparcie i dyspozycyjność. Mianowicie po 7 latach nie uczenia w szkole podjąłem to wyzwanie tu w Krośnie. Mając świadomość jak bardzo zmieniła się szkoła, jak bardzo inna jest młodzież. A jednak nie żałuję. Jest Super.  

Jak miło jest nieraz usłyszeć, że stałeś się motywatorem do podjęcia konkretnych a nawet zmian w życiu. 

I co jakiś czas patrzę na zegarek myśląc ile jeszcze czasu zostało mi na bieganie, i kiedy trzeba będzie zejść z bloków startowych, aby powiedzieć dość. Tego jeszcze nie wiem, bo dopóki walczę,  jak mówił św. Augustyn, jestem zwycięzcą. 

JW

 

23 komentarze do “„Biegnę bo chcę …””

  1. Brawo! Nowoczesne duszpasterstwo wymaga nowoczesnych duszpasterzy ! Nie trzeba czekać w kościołach, aż „wierni” sami przyjdą, bo… będzie ich przychodzić coraz mniej. Jezus szedł tam, gdzie byli ludzie i to jest dobra droga – iść tam, gdzie biegają, pracują, gdzie żyją. Mężczyźni dziś zeszli na psy, tak wielu jest pogubionych , słabych, zapijaczonych, agresywnych wobec słabszych. Trzeba im pokazywać, że życie faceta to walka z własnymi ograniczeniami dla dobra innych.Oby tak dalej!

  2. Święty Franciszek był nazywany Bożym Szaleńcem. Może większa grupa duchowych synów powinna zrobić coś „szalonego” i na przykład… zadbać o zdrowie, zrzucić brzuchy? Szalony Zakonniku – biegnij dalej i szybciej!

  3. Oj, łza się w oku kręci! Przywykłam od młodości do szalonych, pozytywnie zakręconych franciszkanów – tak naprawdę, to właśnie oni mnie „wychowali” w sensie formacji duchowej. Myślałam ,że już wymarło pokolenie wariatów w habitach, którzy po opłotkach zbierali smarkaterię i uczyli, jak być ludźmi. Wielu fajnych mężów wyrosło z franciszkańskich oazowiczów, wiele dobrych żon to dawne oazowe dziewczyny… Do tego trzeba ruchu, zapału, odrobiny szaleństwa. Jaka to ulga , że nie wszyscy wymarli, że jeszcze ktoś ma pomysły, zapał, dość pokory, żeby pisać o swoich błędach i wypaczeniach :))) Może jest jeszcze nadzieja? Ta grupka z medalami na zdjęciu to chyba nie z klasztoru w Krośnie? Gdzie reszta? Ojcze Jacku – ruchy, ruchy…

    1. Gdyby nie mój młody wiek, sama byłabym jak o. Jacek. Dzięki niemu dowiedziałam się, że jest coś takiego jak Ekstremalna Droga Krzyżowa, w której, mam nadzieję, wezmę w Wielkim Poście udział. Tak szalonego katechety nigdy nie miałam

  4. No coś podobnego! Ja chcę, żeby ten ksiądz przyszedł po kolędzie! Niech się spotka z moim mężem, a i synowi coś niecoś by wrzucił…

  5. Cieszę się że należę do kościoła w którym są tak odważni i wytrwali pasterze jak Ty o. Jacku. Czyny nie słowa! Hartujesz nasze serca i motywujes nas do działania. Do podejmowania wyzwań. Do tego żeby przekraczać swoje ograniczenia i szukać lepszej części siebie. Uważam że taki ma być obraz naszych pasterzy – walczący o siebie i innych. SIŁA!

  6. Bardzo podoba mi się ten artykuł. Myślę, że ojciec Jacek podał argumenty, które na pewno cześć z czytelników zmotywują do działania. Sama jest bardzo dumna, że religii uczy mnie człowiek z pasją i zamiłowaniami, motywujący nas, uczniów, do rozwijania samego siebie i robienia tego co kochamy. Sądzę, że każdy kto rozmawiał z Ojcem przynajmniej raz jest przekonany, ze jest to człowiek zaangażowany w życie. Stereotypy dotykające księży, mówiące, iż ,,księża powinni przepisywać ksiegi’’ są błędne i po przeczytaniu tego artykułu myśle ze każdy się z tym zgodzi

  7. Et locutum est os meum in tribulatione mea./I przemówiły usta moje w niepokoju moim./ Świetnie,że przemówiły!Odnoszone sukcesy sportowe i te w przełamywaniu własnych słabości to przykład dla wielu z nas.Apostołowie,głosząc Dobrą Nowinę, nie byli doskonali ale obcowanie z Jezusem sprawiło,że b.silnie oddziaływali na ludzi.Również O.Jacek poprzez ciekawą retorykę homilii,własną aktywność fiz. i właściwą sobie specyfikę ewangelizacji przyciąga wiernych.Dowodem tego jest liczne uczestnictwo w EDK oraz powiększające się grono mężczyzn w MSR. Współczesny katolicyzm to b.ekstremalny ,,sport walki,, o ludzką godność,sumienie,prawdziwą miłość,prawdę,o nasze ZBAWIENIE.W tej drodze potrzeba nam takich liderów jak O.Jacek,więc..,,Biegnij chłopcze,biegnij!,,Pozbądż się niepokoju,bo prowadzi Cię Chrystus!

  8. Bóg kocha szalonych.
    Takich kapłanów potrzebuję dzisiejszy Kościół. Kapłanów którzy nie tylko mówią ale przede wszystkim działają i są blisko ludzi.
    Tak trzymaj. Propaguj idee EDK i MSR
    Biegaj, dbaj o swoje zdrowie. Pokazuj że ksiądz to taki sam człowiek jak każdy.
    A wtedy ludzie młodzi będą przychodzić do kościoła a Ci którzy w nim są nie będą odchodzić bo to będzie ich Kościół radosny, pełen życia i przyszłości.

  9. Gratulacje!Silny duchem i ciałem.Tacy księża są potrzebni we współczesnym Kościele.W okresie wytykania i piętnowania niektórych duchownych cieszy fakt,iż są wśród nas ,,pozytywnie zakręceni”kapłani.

  10. Każdy człowiek pragnie potwierdzenia swej wartości w ludziach,akceptacji/nawet podświadomie/ i spełniania się w tym,co robi.O.Jacku!Jesteśmy z Ciebie dumni,gdyż Twoja desperacja zmobilizowała Cię do walki o to kim jesteś dziś.Jako muzyk,KAPŁAN, sportowiec wciąż jesteś poddawany ocenie. To b. stresuje,dlatego uczestnicząc co miesiąc we Mszy za mężczyzn modlimy się za siebie oraz za takich pozytywnie szalonych,wytrwałych,nieustępliwych i pełnych zapału duchownych.Niech Matka Boża iTwoja Mama w niebie wspierają Cię w życiu,a ja chciałbym też stać się podobnym facetem.Czy starczy mi odwagi i sił?

  11. Wreszcie na stronie franciszkańskiej coś o naszych dotąd anonimowych kapłanach!Najpierw gratulacje za osiągnięcia zarówno ewangelizacyjne/EDK,MSR,tak potrzebne msze za mężczyzn,by ich zmotywować do aktywności na każdym życiowym polu/,edukacyjne jak i sportowe.Brawo!Zdobywa Ojciec nasze serca i dusze dla Boga,bo taki przykład kapłaństwa porywa do czynów,przyciąga do świątyń.Umiejętne wskazywanie celu drogi,zbawienia,istoty ewangelizacji jaką jest Chrystus to połowa sukcesu.Dzięki za to Ojcze Jacku!Gratulacje także dla tych kapłanów/ze zdjęcia/,którzy biegają.Dobrze,że coraz częściej osoby duchowne wychodzą do nas uprawiając sport,śpiewając itp.,bo przecież jesteście tacy sami jak my świeccy.To naprawdę zjednuje wiernych.

  12. Każdy szuka własnej ścieżki budowania relacji z Panem Bogiem. Nikt nie powiedział, że jest to łatwe i że nie wymaga podejmowania wyzwań. Takie działanie potwierdza, że nikt nie może osiadać na laurach ze stwierdzeniem „ja już to mam”. Nasze życie to ciągły rozwój, ciągłe zmiany, zwłaszcza w naszym życiu duchowym. Cieszę się, że taka świadomość funkcjonuje wśród duchownych. o. Jacku, dziękuję za takie świadectwo wiary.

  13. Trzeba mieć dużo odwagi i samozaparcia żeby uprawiać szalony sport,a nie siedzieć spokojnie za murami klasztoru jak inni i narzekać na własne zdrowie.Moje gratulacje ,wiem że to jeszcze nie koniec Twojej kariery i znowu nas czymś zaskoczyż .Matka Boża i Twoja mama w niebie wspierają Cię w życiu.Jesteś dobrym muzykiem, sportowcem i KAPŁANEM biegnij dalej aż spełnisz swoje marzenia jako sportowca .Brakuje nam odważnych mężczyzn .Pamiętam jak byłeś młodym kapłanem i pojechałeś z moim synem na rowerach 75km na spotkanie z Ojcem Świętym to też wtedy było duże wyzwanie dla Was .Jeszcze raz wielkie gratulacje

    1. Tak jest Aniu i to w obie strony z Jasła do Starego Sącza. Razem 150. Stare dzieje to ponad 20 lat temu. I do tego w jedną stronę w nocy i w deszczu. Ale wracając były piękne widoki zachodzącego słońca.

  14. Gratuluję wspaniałych biegów oraz dziękuję za poruszające kazania w czasie”Mszy świętych za i w intencji mężczyzn.”Gdyby nie Ojciec,nadal siedziałbym przed telewizorem i powoli gnuśniał w domowych pieleszach.Teraz biegam,a właściwie trochę truchtam lub wędruję w góry.Tam medytuję,rozmawiam z Bogiem i pełen energii wracam do domu,do pracy.Chłopaki!Ruszcie się od gier komputerowych.Szukajcie relacji z ludżmi,dawajcie światu coś od siebie,bierzcie przykład z najlepszych.Można inaczej?Można,czego dowodem nasz kapłan.Oby nie nadszedł czas,gdy parafrazując Wyspiańskiego powiemy ”My to wszystko mogli mieć ale nam się nie chciało chcieć”.

  15. Cieszę się że są na świecie ludzie tacy jak o. Jacek. Dzięki niemu możemy w inny, ciekawy sposób wyznawać swoją wiarę uczęstnicząc np. w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Biorąc w niej udział uczymy się poznawać swoje słabości, wzmacniamy naszą więź z Bogiem oraz jeszcze bardziej ją rozwijamy. Bardzo dobrze, że mamy w swojej parafii takich kapłanów, którzy potrafią zorganizować coś nowego i zaangażować w to swoich parafian.

  16. Tak! Takich kapłanów potrzebujemy! Ludzi z pasją i motywujących do działania, zarówno od strony duchowej, jak i fizycznej. Bardzo lubię słuchać Ojca kazań. Są zwięzłe, treściwe i bardzo ciekawe, co pomaga w zrozumieniu na czym dokładnie polega życie i jak dobrze z niego skorzystać. Jeszcze do niedawna nie znałem EDK. Teraz wiem że jest to inna, ciekawa forma przeżywania Drogi Krzyżowej, łącząca ducha z ciałem i pozwalająca poczuć choć w pewnym stopniu Mękę Chrystusa. We wrześniu bardzo chciałem wziąć udział w tym wydarzeniu. Jednakże pomimo tego, iż wszystko przygotowałem, zostałem zatrzymany przez nieprzewidziany wcześniej pobyt w szpitalu, który wymagał ode mnie bycia w 100% zdrowym. Teraz, gdy już wiem że nic mi nie jest, mogę tylko niecierpliwie wyczekiwać na EDK w kwietniu. Pozdrawiam i życzę dalszej owocnej pracy!

  17. Super postawa! Wspaniały i konsekwentny ksiądz z pasją. Kapłan z powołania. Oby jak najwięcej takich odważnych i ekstremalnych osób!

  18. Brawo o. Jacku!Gratulujemy biegu i wyniku!Pokonałeś własne słabości,wyszedłeś ze strefy wygodnego kapłaństwa,a my chcemy pójść za Tobą.Swoją fascynacją biegami zarażasz młodzież.W nowatorski sposób/ EDK,MSR/ uczysz nas,że trzeba chcieć uwierzyć,słuchać co Bóg ma nam do przekazania, a wtedy dzięki Łasce przełamiemy niepewność,zyskamy nową formę duchowości.Z niecierpliwością czekamy na b.ciekawą tematykę comiesięcznych mszy za mężczyzn.Życzymy dalszych sukcesów sportowych,nowych pomysłów i wielu łask w trudnej pracy duszpasterskiej.

  19. O. Jacek wprowadził trochę życia w tym mieście, przede wszystkim dla osób młodych. Tego brakowało – brawo.
    Dzięki temu też jestem bliżej Boga. Zainspirował mnie EDK i już nie mogę się doczekać następnej drogi krzyżowej. Cieszę się , że katechezy uczy mnie taki kapłan jak O. Jacek .
    Oby jak najwięcej takich ludzi i takich inicjatyw.

  20. Też dołączam do gratulacji!
    I myślę, że to ważne, żeby księża mieli świadomość, ze dbając o siebie tak naprawdę robią to dla nas wiernych.
    I przy okazji bardzo chciałam podziękować o.Jackowi za organizowanie w Krośnie EDK. To naprawdę niezwykle przeżycie. Pozwala w dzisiejszym zagonionym świecie znaleźć możliwość wyciszenia, czas na refleksję. Czasem rodzi potrzebę zmian w życiu.
    Wszystkiego dobrego, Ojcze 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.