120 km w morderczym biegu przez Saharę w Maroku.

86 osób, które przez od 11 – 17 marca  cztery dni zmagały się z gorącą Saharą oraz górami Atlas, wróciło bezpiecznie do domów. Zakończyli wymagający, ekstremalny bieg, który wielu z nich może nazwać „przygodą życia”.

Uczestnicy  Runmageddonu Global Sahara, a wśród nich franciszkanin z krośnieńskiego klasztoru o. Jacek Wójtowicz, w Maroku walczyli z pustynnym żywiołem, palącym słońcem, a także z własnym zmęczeniem i słabościami. Jednak po czterech dniach biegu, mimo upału, wymagającego terenu, dotarli do mety.

Najbardziej bałem się stopy czy wytrzymają bez żadnej rany i otarć. Na trasie pierwszego etapu kamienistej pustyni luzem leżące kamienie były niebezpieczne ze względu na swoją ostrość i ciężar. Przy źle położonej stopie kamienie odbijając się uderzały w kostki – Mówi o Jacek Wójtowicz franciszkanin.

W trakcie czterech dni, uczestnicy Runmageddonu Sahara pokonywali trasy, które z jednej strony były ekstremalnym wyzwaniem, a z drugiej urzekały pięknem krajobrazu.

Podczas pierwszego etapu walczyli z pustynią kamienistą w okolicach miejscowości Merzougi na pustyni Erg Chebbi. Pokonywali wzniesienia, koryta rzek oraz liczne, niekiedy ruchome kamienie wręcz „wyrastające” z ziemi.

Udało się,  nogi i stopy całe bez otarć na szczęście stwierdza franciszkanin można biec dalej. Jest czas na rehabilitację i odpoczynek. 

Drugiego dnia, jeszcze przed świtem, rozpoczęli swój bieg po pięknej, ale wymagającej piaszczystej Saharze. Ich drogę oświetlały jedynie gwiazdy oraz latarki umiejscowione na czole. W trzecim etapie pokonali arcytrudny odcinek w okolicach górskiej miejscowości Hdida. Wkroczyli do gór Atlas, gdzie czekały ich ostre podbiegi i wejścia do rwącego strumienia.

– Dzisiaj, jak liczyłem 59 razy przekraczałem rzekę i za każdym razem miałem ekstazę, bo po trzech dniach w końcu mogłem wychłodzić mięśnieBiegnąc widziałem ośnieżone szczyty gór i do tego wschód słońca, to były niezapomniane widoki. Mówi o Jacek

Na zakończenie biegu jedno mi się cisnęło na usta Bogu niech będą dzięki.

Część sportowa Runmageddonu Sahara zakończyła się tzw.: “Biegiem Przyjaźni”, gdzie wszyscy razem pokonywali ostatni sześciokilometrowy dystans w okolicach malowniczego jeziora Lalla Takerkoust. Ostatni dzień pełni emocji uczestnicy Runmageddonu Sahara spędzili w Marakeszu zwiedzając egzotyczną stolicę Maroka.

Wysiłek, pot i hartowanie ducha.

Jak Izrael szedł 40 lat przez pustynię, Jezus 40 dni na niej przebywał, Jan Chrzciciel też na niej spędzał czas zmagając się z jej klimatem, brakiem wody i wszelkimi niedogodnościami dla współczesnego człowieka, tak i ja biegnąc sam oddalony od ludzi niejednokrotnie nie spotykając ich przez dłuższy czas poczułem moment walki z myślami aby podjąć decyzję o zejściu. Jednak nie Słowo Boże postawa Jana Chrzciciela i Jezusa na pustyni mówiła nie dasz radę. Ale ja jestem tylko amatorem wszyscy zrozumieją,że i tak wiele dałeś z siebie mówiło mi wszystko dokoła.

 Ale nie trud i męka Chrystusa nie może pójść na marne. Jezus i Jan wychodzili z pustyni silni, odważni, pełni zapału do działania, pełni pomysłów na fajne życie. Życie głębsze wiary w Boga, bardziej otwarte na ludzi,  życie wypełnione jeszcze większym zaangażowaniem w pracę i trud głoszenia Słowa Bożego drugiemu człowiekowi, aby byli fajnymi ludźmi jak pierwsi chrześcijanie stwierdza w swym świadectwie o. Jacek Wójtowicz.

Runmageddon Global

Runmageddon Sahara 2019 ledwo co się zakończył, a organizator ekstremalnych biegów już ogłosił datę kolejnej edycji saharyjskiego biegu. Kolejna edycja pustynnego sportowego wydarzenia odbędzie się za rok, a dokładnie w dniach 20-26 marca 2020 roku.

Natomiast za kilka miesięcy w dniach 22-19 września wystartuje Runmageddon Kaukaz, w którym udział zapowiedział już między innymi wielokrotny mistrz olimpijski Robert Korzeniowski.

JW.